wtorek, 27 maja 2014

Rozdział 2

Obudziłam się w środku nocy. Czułam się dziwnie, a najgorsze było to, że nie wiedziałam dlaczego. Rozejrzała się po pokoju. Nic. Więc popatrzyłam znowu. I wtedy to zauważyłam. Drzwi były lekko uchylone. Przestraszona jak nie wiem co, podbiegłam do nich i je zamknęłam. Cała się trzęsłam. Wiecie, jeśli nie ma się znajomych, to siedzi się samemu w domu i ogląda się filmy. Ja uwielbiam horrory, chociaż potem chodzę po domu zapalając wszystkie światła, bo zbytnio się boję. Tak wiem jestem głupia. Położyłam się, wcześniej patrząc na zegarek, była 4:55. Od 7:30 do 9:30 podają śniadanie. Zamknęłam oczy, starając się nie myśleć o Samarze Morgan wślizgującej się przez uchylone drzwi. W końcu zasnęłam. Wstałam o 8:05. Umyłam się, ubrałam i pomalowałam. Wychodząc z  Sali coś przykuło moją uwagę. Konkretnie świstek papieru. Podeszłam do stolika i wzięłam kartkę do ręki, było tam napisane:
Jestem pod wrażeniem. Naprawdę. Nikt nie stawia się Frankensteinowi. Na pewno nie żadne dziewczyny. Musisz być bardzo odważna, albo głupia. Ale raczej jesteś tą dru. Pewnie nawet nie wiesz kim jestem
Chłopak, którego powinnaś się bać,
Zayn
   To groźba, no nie? Raczej tak. Starym zwyczajem postanowiłam go unikać. Poszłam na śniadanie. Zrobiłam się już lekko głodna. Kiedy weszłam do dużego pomieszczenia wypełnionego stolikami i ze szwedzkim stołem po środku usłyszałam znajomy głos, niski i agresywny, chociaż jego ton wydawał się dziś bardziej przyjazny. Czemu musiał tu teraz być, kiedy postanowiłam go unikać?! Rozmawiał przez telefon:
-Nie, nie musicie przychodzić.
Może to jego rodzice
-Kate, nie, poradzę sobie!
Albo to jego dziewczyna?
-Zostańcie w domu, jezu, współczuję Harremu…
To nie brzmiało grzecznie
-To znaczyło, że jeśli w stosunku do mnie taka opiekuńcza to twój chłopak musi mieć ciężko
Oooh, czyli jednak nie dziewczyna, przynajmniej nie jego. A w ogóle co mnie to obchodziło. Odeszłam. Ale usłyszałam jeszcze jedno zdanie
-Nie, nie będę jadł sam
Powiedział to tajemniczym głosem, podejrzanie tajemniczym. I było jeszcze coś. Znacie to uczucie kiedy czujecie, że ktoś się na was patrzy? Tak właśnie się poczułam. Szybszym krokiem podeszłam do stołu z jedzeniem i wzięłam płatki z mlekiem. Usiadłam przy jednym z wolnych stolików. Spróbowałam płatków, smakowały jak karton. Usłyszałam bliski dźwięk odsuwanego krzesła. Podniosłam głowę. To był On. Był niesamowicie wysoki, a jego mięsnie były widoczne nawet przez koszulkę, którą miał na sobie. Miał ciemną karnację i włosy, tylko na postawionej do góry grzywce miał jasne pasemko.
-Przeczytałaś liścik?
Bo hej jest zbyt mainstream’owe, taki z niego hipster?
-Taak…
Odparłam zszokowana. Czemu się do mnie przysiadł?
-Dobrze.
Stwierdził. Jedyną rzeczą na jaką było mnie stać to napchanie sobie kartonowych płatków do buzi, żeby nic nie odpowiadać. Choć on raczej nie oczekiwał odpowiedzi, zaczął jeść swój posiłek. Skończyłam jeść i już miałam wstać, odnieść talerz i jak najszybciej uciec do pokoju, ale od tych planów oderwał mnie głos
-Czemu tu trafiłaś?
Spytał jakby go to obchodziło
-Wolałabym o tym nie rozmawiać
Miałam powiedzieć „Bo się cięłam. Moje życie jest do dupy, ojciec umarł, matka pracuje całymi dniami, a znajomych nie mam, bo nie chcę większej ilości powodów, żeby być smutną”? Brzmię jak jakaś zdesperowana nastolatka. Poprawka: jestem zdesperowana. Odeszłam od stołu i zostawiając miskę w miejscu na brudne naczynia i pobiegłam do mojej Sali. Nie wołał za mną, tylko czułam jak odprowadza mnie zdezorientowanym wzrokiem do drzwi. W moich oczach zaczęły się zbierać łzy, wzrok zaczął mi się rozmazywać. Nie będę płakać, nie znowu. Powtarzałam sobie, ale po moich policzkach już ściekały łzy. Położyłam się na łóżko, przygniatając poranioną rękę. Poczułam ból, ale nie przeszkadzało mi to, już się przyzwyczaiłam. Gorsze było to, że zauważyłam, że bandaż robi się czerwony od krwi, małymi kropelkami brudziła opatrunek. Wezwałam pielęgniarkę
-Och dziecko, coś ty znowu uczyniła
Powiedziała zrozpaczona, pewnie myśląc, że zrobiłam to specjalnie
-Nie, ja tylko się położyłam niechcący na tą rękę i chyba uszkodziłam szwy.
-Zaczekaj, zawołam doktora i zmieni Ci opatrunek

I wyszła, znowu zostałam sama.

1 komentarz:

  1. To ff jest świetne, tylko szkoda, że takie krótkie rozdziały:) Kiedy następny?
    ~Pattie~

    OdpowiedzUsuń